Pobieranie pogody...

Motorniczy MPK Kraków walczy o powrót do zdrowia. „Wyszedł do pracy jak zawsze. Do domu już nie wrócił”

Michał Ciechowski

20 maja, 2026

28 kwietnia 2026 roku Marcin, motorniczy MPK Kraków, wyszedł do pracy tak jak każdego dnia. Miał wrócić po kilku godzinach do swojej narzeczonej i 6-letniego syna Radzia. Nie wrócił. Nagle, bez wcześniejszych sygnałów i bez znanej dziś przyczyny, doszło u niego do zatrzymania akcji serca.

Fot. MPK Kraków
Fot. MPK Kraków

Marcin od lat był związany z komunikacją miejską. Jako motorniczy każdego dnia przewoził pasażerów po ulicach Krakowa. Bliscy podkreślają, że lubił swoją pracę i traktował ją jak służbę ludziom.

— Uwielbiał to, co robił. Był bardzo dobrym pracownikiem, odpowiedzialnym i oddanym — mówi jego narzeczona.

Tego dnia wszystko wydarzyło się nagle. Marcin stracił przytomność i upadł na twarz, doznając poważnego urazu twarzoczaszki. Jako pierwsi zareagowali przechodnie, którzy wezwali pomoc, dzwoniąc pod numer alarmowy. Współpracownicy rozpoczęli resuscytację, czekając na przyjazd pogotowia.

Walka o życie trwała około 45 minut. Ostatecznie udało się przywrócić krążenie, jednak mózg Marcina przez długi czas pozostawał niedotleniony.

Dla jego narzeczonej telefon od koleżanki z pracy był chwilą, która zatrzymała świat.

— Nogi się pode mną ugięły. Nie mogłam ani zrozumieć, ani uwierzyć w to, co słyszę. Przecież Marcin wyszedł do pracy tak jak zawsze. Miał wrócić za kilka godzin — wspomina.

Walka o powrót do zdrowia

Dziś Marcin przebywa na oddziale intensywnej terapii. Jest przytomny, ale bez kontaktu, podłączony do respiratora. Lekarze nie dają rodzinie jednoznacznych odpowiedzi. Wiadomo, że doszło do uszkodzenia mózgu, ale bliscy wciąż wierzą, że organizm podejmie walkę, a rehabilitacja da mu szansę na poprawę.

Przed rodziną Marcina długa i kosztowna droga. Potrzebna będzie specjalistyczna rehabilitacja ruchowa oraz terapia stymulująca mózg. Bliscy szukają miejsca w specjalistycznym ośrodku lub zakładzie opiekuńczo-leczniczym, gdzie Marcin mógłby otrzymać całodobową opiekę.

Koszty są jednak ogromne. Roczny pobyt i rehabilitacja mogą wynieść kilkaset tysięcy złotych. To kwota, której rodzina nie jest w stanie udźwignąć sama.

Jeszcze niedawno Marcin i jego narzeczona planowali ślub, wakacje i remont. Dziś wszystkie te plany zastąpiła walka o zdrowie i świadomość ukochanego człowieka.

— Teraz planujemy, jak zapewnić Marcinowi choć cień szansy na to, by odzyskał świadomość i wrócił do nas. Do mnie i do naszego 6-letniego Radzia, który bardzo tęskni za tatą. Chciałby znów pojeździć z nim na rowerze — mówi narzeczona Marcina.

Każdego dnia kobieta jest przy jego łóżku. Trzyma go za rękę i mówi do niego, wierząc, że Marcin ją słyszy.

— Głęboko wierzę, że pewnego dnia uśmiechnie się i mi odpowie. Ta wizja trzyma mnie przy zmysłach. Ale wiem też, że realne koszty są bardzo realną przeszkodą — dodaje.

Rodzina prosi o wsparcie w walce o zdrowie Marcina. Każda pomoc może przybliżyć go do specjalistycznej opieki, rehabilitacji i szansy na powrót do najbliższych.

LINK DO ZRZUTKI: Marcin Dworak – zbiórka charytatywna | Siepomaga.pl

Udostępnij: