Motornicza Tramwajów Warszawskich zwróciła pasażerowi uwagę na obowiązujące zasady. Mężczyzna odpowiedział agresją i złamał jej nogę. Po kilku latach sąd wymierzył mu karę bezwzględnego więzienia.

Do dramatycznego zdarzenia doszło podczas pandemii w centrum Warszawy, w pobliżu Dworca Centralnego. Pani Marzena, wykonując swoje obowiązki, zwróciła pasażerowi uwagę na ograniczenia obowiązujące w komunikacji miejskiej.
Mężczyzna najpierw uszkodził wycieraczkę tramwaju, a następnie ruszył w stronę przejścia podziemnego. Gdy motornicza wyszła z pojazdu, aby odjąć uszkodzony element, napastnik wrócił i zaatakował ją. Podczas napaści złamał jej nogę.
Poważny uraz wyłączył panią Marzenę z pracy na dziewięć miesięcy.
Kilka lat walki o sprawiedliwość
Tramwaje Warszawskie od początku zapewniały swojej pracownicy pomoc prawną. Pierwsze rozstrzygnięcie nie przyniosło jednak oczekiwanego rezultatu. Kolejne mediacje również zakończyły się niepowodzeniem.
Teraz sąd pierwszej instancji wydał wyrok w postępowaniu karnym. Skazał napastnika na bezwzględną karę więzienia. Mężczyzna musi także pokryć koszty sądowe oraz wypłacić poszkodowanej nawiązkę i odszkodowanie.
Pani Marzena po leczeniu wróciła za pulpit tramwaju i nadal pracuje w Tramwajach Warszawskich. W 2026 roku mija 37 lat jej pracy jako motorniczej.
Prawo mocniej chroni motorniczych
Atak na panią Marzenę przyczynił się do zmian w przepisach. Od 2023 roku prawo chroni motorniczych podczas pracy tak jak funkcjonariuszy publicznych. Ochroną obejmuje również osoby, które stają w ich obronie.
Za naruszenie nietykalności cielesnej motorniczego sprawcy grozi grzywna, ograniczenie wolności albo do trzech lat więzienia. Gdy napastnik naraża pracownika na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu, sąd może wymierzyć mu karę od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.
Prokuratura ściga takie czyny z urzędu.
Pracownik nie może zostać sam
Tramwaje Warszawskie zapowiadają, że nadal będą wspierać pracowników, którzy doświadczą agresji podczas wykonywania obowiązków. Spółka zapewni im pomoc prawną również po wypadkach drogowych.
Motorniczowie każdego dnia odpowiadają za bezpieczeństwo pasażerów. Pracują pod presją, reagują na niebezpieczne sytuacje i mierzą się z agresją. Dlatego sami także muszą czuć się bezpiecznie.
Historia pani Marzeny pokazuje, jak szybko zwykłe zwrócenie uwagi może przerodzić się w brutalny atak. Pokazuje też, że agresja wobec pracowników transportu publicznego musi spotkać się ze stanowczą reakcją.




