Znamy więcej szczegółów wczorajszego śmiertelnego wypadku na torowisku w bydgoskim Fordonie. Jak wynika z informacji udzielonych redakcji „Raportu Tramwajowego” przez nadkom. Lidię Kowalską, Rzeczniczkę Prasową KMP Bydgoszcz, w chwili wypadku ofiara leżała na torowisku. Od jednego z motorniczych nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w okolicy miejsca zdarzenia mogło nie działać oświetlenie. Czy to przyczyniło się do tragedii? Wyjaśni policyjne śledztwo.

Do śmiertelnego wypadku z udziałem człowieka doszło 29 października około godz. 21.38 na torowisku tramwajowym przy ul. Andersa w Bydgoszczy. Ofiarą jest mężczyzna o nieustalonej jeszcze tożsamości.
– Ze wstępnych ustaleń policjantów pracujących na miejscu wynika, że do zdarzenia doszło w rejonie przystanku tramwajowego „Łoskoń”, gdzie, z nieznanych przyczyn, mężczyzna leżał na torowisku – informuje nadkom. Lidia Kowalska. – W wyniku uderzenia znalazł się pod wagonem tramwaju. Niestety poniósł śmierć na miejscu.
Do sprawy policjanci zabezpieczyli nagrania z kamery monitoringu znajdującej wewnątrz pojazdu, która zarejestrowała zdarzenie.
Motorniczy był trzeźwy.
Teraz policjanci prowadzą, pod nadzorem prokuratora, czynności zmierzające do wyjaśnienia wszystkich okoliczności tego tragicznego w skutkach zdarzenia, a także ustalenia tożsamości ofiary wypadku.
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, jeden z motorniczych już wcześniej zgłaszał problemy z oświetleniem okolic miejsca zdarzenia. Czy to wpłynęło na przebieg wypadku?
– Motorniczy, który prowadził tramwaj jeździ bardzo ostrożnie, bardzo spokojnie. Przy tak słabym oświetleniu nie był w stanie zauważyć na torach człowieka – komentuje nam anonimowo jeden z motorniczych. – Tam było po prostu ciemno. Światła tramwaju nie były w stanie w porę oświetlić człowieka leżącego na torowisku.
W kwestii oświetlenia próbowaliśmy skontaktować się z Rzeczniczką Prasową Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy. Czekamy na komentarz. Do sprawy wrócimy.





